wiadomości

stat

Brudzą, hałasują, irytują. Jakich dziecięcych zabawek najbardziej nie lubią rodzice?

Na liście zabawek będących utrapieniem rodziców znajdują się m.in. pluszaki i zabawki interaktywne, w tym kopie instrumentów muzycznych.
Na liście zabawek będących utrapieniem rodziców znajdują się m.in. pluszaki i zabawki interaktywne, w tym kopie instrumentów muzycznych. fot. Fotolia/Oleggoncharov

Najpierw wielka ekscytacja i radość z możliwości sprawienia dziecku radości, później wielki zawód i irytacja, bo zamiast sprawiać przyjemność całej rodzinie, zaczęły skutecznie zatruwać życie. Sprawdziliśmy, na które z zabawek najbardziej skarżą się rodzice i dlaczego decydujemy się na ich zakup nawet wówczas, gdy "skutków ubocznych" jesteśmy świadomi.



Czy w kwestii zakupu zabawek ulegasz dziecku, czy kierujesz się własnymi przekonaniami?

ulegam dla świętego spokoju

6%

ustępuję tylko wtedy, kiedy dziecku na czymś bardzo zależy

66%

nigdy nie ulegam - ja wiem najlepiej, czego mu potrzeba

28%
  • zakończona

  • łącznie głosów: 320
Mają sprawiać dzieciom radość, przykuwać ich uwagę, rozwijać i edukować. Takie przynajmniej są nasze oczekiwania, kiedy wręczamy dziecku kolejną, często wymarzoną i wyczekiwaną zabawkę. Zdarza się jednak, że już chwilę później żałujemy zakupu.

10 minut zabawy, godzina sprzątania

Plastelina jest passe - dziś już nie trzeba bawić się tą śmierdzącą, szybko zastygającą masą, ponieważ mamy mnóstwo gadżeciarskich zamienników, jak ciastolina, gotowa masa papierowa, glina samoutwardzalna, czy bijący ostatnio rekordy popularności piasek kinetyczny. Wszystkie piękne, kolorowe, pachnące, a w opcji rozszerzonej o dodatkowe zestawy foremek, zapewnią dziecku rozrywkę na długie godziny. Niestety, rodzice dostrzegają nie tylko plusy takiej zabawy.

- Jeśli chodzi o ciastolinę, to najchętniej od razu wyrzuciłabym cały zapas - komentuje Kasia, mama Natalii i  Kacpra. - Zazwyczaj dzieci bawią się nią ładnie na początku, a później obklejają wszystko to, co się da. Pozostałości po zabawie znajduję w dywanie, w wersji wtartej bądź wkruszonej.
Dzieci uwielbiają zabawę ciastoliną. Rodzice mają świadomość, jaka to dla nich frajda, dlatego często z zaciśniętymi zębami sprzątają zaschnięte kawałki i kupują nowy zapas.
Dzieci uwielbiają zabawę ciastoliną. Rodzice mają świadomość, jaka to dla nich frajda, dlatego często z zaciśniętymi zębami sprzątają zaschnięte kawałki i kupują nowy zapas. fot. Fotolia/Oksana Kuzmina
- Mnie najbardziej denerwowała nie tyle sama zabawa ciastoliną, co sprzątanie po niej, zwłaszcza po zestawach typu "fryzjer" - mówi Magda, mama dwóch nastolatek. - Najpierw wszystko się kleiło, a później wszędzie było pełno maleńkich kawałeczków stwardniałej ciastoliny.
- Dorzuciłbym do tego jeszcze te wszystkie gluty, a więc zabawki zrobione z elastycznej mazi, która śmierdzi gumą i brudzi ręce. Nie da się po zabawie dziecka domyć! - komentuje Artur.
Michał, tata dwuletniego Stasia, nie znosi z kolei piłeczek, które jego zdaniem służą wyłącznie do...wywalania z pudełka:

- Kupiliśmy te piłeczki w zestawie z małym basenem. Póki był sprawny, zabawa jeszcze miała jakiś sens. Basen jednak się zepsuł, więc teraz piłeczki służą synowi wyłącznie do rozrzucania po mieszkaniu. Kiedy skończy zabawę, przez godzinę muszę te piłki zbierać tylko po to, żeby chwilę później syn znowu je porozrzucał - opowiada Michał.
Wyłącz to!

Głównym atutem zabawek interaktywnych jest to, że są... interaktywne! A skoro interaktywne, to często i głośne.

- Na początku był nocnik z pozytywką, która włączała się sama, nawet w nocy. Później przerabialiśmy gitarę elektryczną, która po dotknięciu strun grała bardzo głośno, za to tylko jedną melodię, saksofon renomowanej firmy grający dwie piosenki (podobnie zresztą jak słynny garnuszek na klocuszek), rozstrojone, elektroniczne pianinka (dla mnie, muzyka zawodowego, słuchanie tego jazgotu było najgorszą torturą) i wiele innych, od grzechotki, na grających adidasach skończywszy - wspomina Dorota, mama Tosi i Janka.

- Dla mnie najbardziej traumatyczna okazała się dyskotekowa żyrafa, która chodziła, błyskała i wydawała z siebie głośne disco. Żeby to stłumić, zakleiłam taśmą klejącą głośnik, a kiedy padły baterie powiedziałam, że zabawka się zepsuła - opowiada Kasia. - Pamiętam też perkusję, którą maluchy dostały w prezencie od dziadka. Jak wielkie było zaskoczenie wszystkich, że na takim sprzęcie nie da się grać cicho!
Basen z piłkami potrafi dostarczyć sporo frajdy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy piłeczki zostają rozrzucone po całym domu i trzeba je pozbierać.
Basen z piłkami potrafi dostarczyć sporo frajdy. Problem zaczyna się wtedy, kiedy piłeczki zostają rozrzucone po całym domu i trzeba je pozbierać. fot.Fotolia/B-C-designs
Kicz, tandeta i zbieracze kurzu

Po co przepłacać, skoro za takie same pieniądze można kupić coś podobnego? Wielu rodziców poznało już odpowiedź na to pytanie.

- Najgorzej wspominam plastikowe chińskie laleczki z "Krainy lodu" - relacjonuje Kasia. - Rączki i nóżki odpadały, w końcu i korpusy zaczęły się rozpadać. Po tygodniu chyłkiem wyrzuciłam. W zamian sprezentowaliśmy dzieciom drewniane laleczki. Może i nie z "Krainy lodu", ale przynajmniej porządnie zrobione.
Kłopotliwe prezenty

Podobno darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda, a od przybytku głowa nie boli. Czy aby na pewno?

- Każdy, kto nas odwiedza, przynosi pluszaki. Zosia się tym nie bawi, wyrzucić nie pozwoli, więc mamy domową fabrykę kurzu - żali się Wojtek.
- Córka dostała np. domek dla lalek, którym interesował się tylko kot, ręcznie robioną lalkę, którą dzieci nie chciały się bawić, bo przypominała im filmową Chucky i mnóstwo puzzli, których nie znosi układać - wylicza Ania, mama trojaczków Hani, Stasia i Wojtka. - Wśród prezentów, jakie dostali synowie, największą "furorę" robiła naturalnych rozmiarów taczka, która zajmowała prawie cały ich pokój. Oczywiście żadnej z tych rzeczy nie wolno nam było wyrzucić ani odsprzedać, bo darczyńcy śmiertelnie obraziliby się na nas.
Akcje promocyjne i programy lojalnościowe nieustannie grają na emocjach dzieci. Niestety, biedronkowy "Gang świeżaków" już w dzień po zakończeniu promocji przestał być dla najmłodszych atrakcyjny.
Akcje promocyjne i programy lojalnościowe nieustannie grają na emocjach dzieci. Niestety, biedronkowy "Gang świeżaków" już w dzień po zakończeniu promocji przestał być dla najmłodszych atrakcyjny. fot. www.biedronka.pl
Kolekcjonerzy mimo woli

Kolekcja zabawek z jajek z niespodzianką, pluszaki i figurki z dyskontów spożywczych, czy "bonusy" wręczane "za darmo" przy okazji akcji promocyjnych są prawdziwą zmorą rodziców.

- Daliśmy się sterroryzować i teraz dziecko dyktuje, w którym sklepie zrobimy zakupy - wyznaje Mariola, mama sześcioletniej Heleny. - Wcześniej cała rodzina robiła zakupy w Biedronce, bo dziecko chciało "świeżaka" czy karty ze zwierzątkami, później córka zażyczyła sobie kolekcji "stikeezów" z Lidla. Na początku się stawialiśmy, ale kiedy Helena została przez rówieśników wykluczona z grupy, bo nie uczestniczyła w tym całym szaleństwie, to odpuściliśmy i działamy pod jej dyktando. Najgorsze jest to, że po zakończeniu akcji te zabawki stają się dla dziecka transparentne. Nie interesują też innych dzieci, więc nie ma ich komu oddać. Pieniądze zostają wyrzucone w błoto.
Zobacz też: Sprzedawca z banku prawie doprowadził dziecko do łez

Skarbonka bez dna

Zaczyna się niewinnie, jednak już po krótkim czasie mamy poczucie, że ktoś nas perfidnie oszukał i żeruje na naszej naiwności bez opamiętania. Kupujemy dziecku kucyka, a kiedy uda nam się skompletować całą rodzinę okazuje się, że kucyki przechodzą metamorfozę i stają się dziewczynkami - kolekcję trzeba więc rozbudować. Scenarzyści popularnej bajki fantazję mają bujną, producenci zabawek reagują na każdą fabularną nowinkę, a dzieci naciągają rodziców na kolejny zakup. I tak bez końca.

Obok kolekcji, które można rozbudowywać bez końca, wrogiem naszego portfela są wszystkie zabawki, których użytkowanie generuje koszty.

- Ciastolina czy piasek kinetyczny nie służą wiecznie, więc decydując się na zakup zestawu foremek miejmy na uwadze, że regularnie trzeba będzie uzupełniać zapasy - mówi Maria, mama czteroletnich bliźniaków.
- U nas na liście najbardziej znienawidzonych zabawek pierwsze miejsce zajmuje zestaw do rysowania 3D - mówi Wioletta, mama 7-letniej Niny. - Zabawa jest oczywiście fantastyczna, jednak koszty użytkowania ogromne. Porcja żelu, niezbędnego do rysowania przestrzennego, kosztuje kilkadziesiąt złotych. Taka ilość wystarczy czasem na wykonanie jednej rzeczy, a o powtórnym wykorzystaniu żelu oczywiście nie może być mowy.
Nie dajmy się zwariować!

Nie wszyscy rodzice dają się jednak zabawkom tak łatwo wyprowadzić z równowagi.

- Nie podzielam opinii, że garnuszek, ciastolina czy inne "problematyczne" atrakcje dziecięce są nietrafionym zakupem - komentuje psycholog Natalia Nawrocka-Sadowska, obecnie przebywająca na urlopie macierzyńskim po urodzeniu bliźniaczek. - Hałas i brud są wpisane w szczęśliwe dzieciństwo, chyba że ktoś preferuje "lazy parenting". Jeśli chodzi o chwilową fascynację nową zabawką, jest na to prosty sposób: zabawki są cyklicznie chowane np. na tydzień. Po tym czasie atrakcja jest ponownie nowością. To oczywiście sprawdza się w przypadku małych dzieci. Jeśli chodzi o reklamy i modę na dany produkt: dzieci modelują zachowania rodziców. Myślę, że warto zastanowić się nad tym, jak ja podchodzę do reklamy, promocji, mody. Przecież dzieci to nasze lusterka - można w nich zobaczyć również te cechy, których w sobie nie akceptujemy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (75)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Opinie niezwiązane z tematem artykułu, wulgarne, obraźliwe, naruszające prawo będą usuwane.

- jeżeli uważasz, że dana opinia nie powinna się tu znaleźć, zgłoś ją do moderacji.

wiadomości

forum rodzina i dziecko

Najczęściej czytane